Rosjanie oczami walecznej kobiety – Anna Wojtacha „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji”

Wojtacha_Zabijemy_albo_pokochamy_3DRosja to kraj, który jeszcze nie tak dawno temu był dla Polaków punktem odniesienia w każdej dziedzinie. W tivi leciały radzieckie filmy, w radio – wiązanki ukraińskich melodii ludowych, w szkołach działały oddziały Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, zewsząd patrzyły na ludzi twarze Lenina, a jeśli nie patrzyły, to tylko wtedy, gdy akurat wódz rewolucji był sportretowany z profilu a nie en face.

Marzono o Zachodzie, ale patrzono na Wschód. Następnie nasz kraj odwrócił się plecami do Rosji i stracił zainteresowanie nią. Tak skutecznie, że dziś Polityka w swoim dodatku historycznym musi tłumaczyć najprostsze pojęcia jej dotyczące. Przy tym wszystkim jednak wśród reporterskiej braci był i jest nadal twardy rdzeń dziennikarzy, którzy specjalizują się w sprawach Wschodu. Poczynając od Melchiora Wańkowicza, pioniera badania stanu Związku Radzieckiego w latach 30. XX wieku, przez Jacka Hugo Badera i Mariusza Wilka, po zupełnie nowe pokolenie. W tej liczbie jest Anna Wojtacha, korespodentka wojenna współpracująca z TVN24, Polsatem News i TVP Info.

„Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” to zbiór portretów ludzi, których Wojtacha napotkała podczas podróży do tego kraju. Jak sama mówi w wywiadach, interesują ją ludzie w sytuacjach ekstremalnych. Jest tu więc czeczeńska rodzina, samotna matka z synem złamanym udziałem w czeczeńskiej wojnie, prostytutka, żołnierz specnazu, szalejąca z tęsknoty Rosjanka na uchodźstwie i bezdomny ekswięzień. Autorka niczym papierek lakmusowy zanurkowała w życie tych ludzi, na moment uczestnicząc w nim, wpływając na nie i konsekwentnie zbierając guzy (jeśli było trzeba). Konkretnym, wojskowym językiem zdaje nam relację z ludzkiego życia w kraju, o którym mówi się, że nie jest tylko krajem a stanem umysłu. Wojtacha nie dba o podgotowkę teoretyczną, nie podaje w porcjach wikipedycznej wiedzy, bo tę każdy czytelnik może przyjąć sobie sam. Na pierwszy plan idą u niej emocje i wrażenia i trzeba przy tym dodać, że jest ich w nadmiarze, bo korespondentka ma soczysty romans z jednym z bohaterów książki. Tym może różni się ten zbiór od reportaży męskich autorów, że autorka wyraźnie nie oszczędza siebie i czytającego. Ma się on dowiedzieć, jak było, co czuła, i kropka. Sama uległam temu stylowi narracji, rozumiejąc zarazem kontrowersje, jakie budzi. Po premierze książki fora huczą oburzeniem: Wojtacha puściła się z mordercą Czeczenów. Łatwo oceniać, trudniej zrozumieć? Właśnie na przekór temu próbuje postąpić reporterka.

To nie jest książka o stosunku Rosjan do Polaków, ani do Putina, choć coś z tego na jej kartach się pojawia. To raczej opowieści o stosunku Rosjan do nich samych i losu, który ich czeka. Lektura obowiązkowa dla rusofilów i feministek (bo szkoda by było, żeby odwaga i wytrzymałość pani Anny jako kobiety pozostały niezauważone i niedocenione).

Monika Karpowicz

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy  Wydawnictwu Znak znak_logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s