Marek Krajewski, Jerzy Kawecki „Umarli mają głos. Prawdziwe historie”

Krajewski_Umarli-maja-glos_500pcxIlu z nas zna ludzi, fanatycznie oddanych swojej pracy i mających bogate doświadczenie, a jednak nieumiejących o tym wszystkim ciekawie opowiadać? Na pewno wielu. Może nie będzie wielkiej szkody, jeśli w niepamięci zniknie historia kierownika pociągu, czy księgowej (choć i ich opowieści żal), ale wydaje mi się, że wyjątkowo niepowetowaną stratę zapomnienie może przynieść dla historii ludzi, którzy „babrzą” się na co dzień w czymś, czego znakomita większość z nas pragnie uniknąć i odsunąć od siebie – w śmierci. Kiedyś oswojona i traktowana tak naturalnie, jak zmiana pór roku, teraz odepchnięta i wywołująca histerię w plastikowym świecie konsumpcji. Jednak bywa, że zabierze głos ktoś, kto się jej nie boi, bo obcuje z nią codziennie.

Oto autor znakomitych kryminałów historycznych z akcją dziejącą się we Wrocławiu, Marek Krajewski, wypycha w światło reflektorów postać znaną w świecie dolnośląskiej medycyny sądowej, ale nieznaną szerszemu ogółowi, swojego mentora w zakresie anatomii śmierci i zarazem przyjaciela – doktora Jerzego Kaweckiego. Takie duety mają sens, pokazał to już Znak przy okazji wydania „Gliniarza” panów Ciszewskiego i Liedela. Formuła sprawdziła się i tym razem. Czytelnik dostaje zbiór dwunastu kryminalnych historii, które wydarzyły się naprawdę (choć jak dla mnie – nie musiały, czytując kryminały nie stawiam im warunku autentyczności), zostały jedynie zmodyfikowane, aby nie demaskować ich prawdziwych bohaterów i ofiar. Spina je wszystkie obecność postaci dr Kaweckiego jako prosektora, biegłego sądowego, a nawet detektywa, jeśli wymaga tego sytuacja. Całość wieńczy elegancki wstęp pióra Krajewskiego, w którym dowiadujemy się, jak panowie się poznali i zaprzyjaźnili. Mamy tu sporą dawkę informacji o pracy szeroko pojętych organów ścigania, trochę smaczków półświatka i realiów polskiego życia z lat 80. i 90. Nade wszystko jednak mamy misteria śmierci i intymny dialog z tym, co pozostaje po człowieku, prowadzony po to, aby zrozumieć, dlaczego zszedł z tego świata i kto odebrał mu życie.

Przy okazji dostajemy też portret człowieka oddanego swojej pracy i rodzinie, nie mniej cenny niż sedno tej publikacji. W dobie angażujących masową wyobraźnię popisów: śpiewania, skakania, tańczenia i jeżdżenia na lodzie, życie dr Kaweckiego może się wydawać nudne i nic nie warte. A jednak to właśnie takie życie daje osnowę codzienności i nadzieję. Nadzieję, że każdy, nawet amatorzy chwilowych sukcesów, mogą liczyć po śmierci na szacunek i zrozumienie.

Monika Karpowicz

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Znak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s