Patryk Vega „Złe psy. W imię zasad” Sławek Opala i inni policjanci w rozmowach z Patrykiem Vegą

vega_1400px  Wielu z nas chciałoby żyć w idealnym świecie. Cisza i spokój dla tych, którzy tego łakną. Miła adrenalinka w postaci np. skoków bungee dla spragnionych żywszych emocji. Żadnej śmierci przy tym, żadnej przemocy, morderstw, wypadków, błędów, pomyłek o tragicznych skutkach i całego tego syfu. Wiemy jednak, że nie jest to możliwe, więc jako społeczeństwo umówiliśmy się, że niektórzy z nas będą zawodowo zajmować się tą niewygodną sferą przekroczeń, wykroczeń i gwałtu, jaki człowiek jest w stanie zadać człowiekowi. Jednak niespecjalnie lubimy tych, których oddelegowaliśmy w tym celu za kulisy. Po pierwsze dlatego, że przypominają nam o niemiłej sferze, po drugie też dlatego, że nie zawsze odpowiadają naszym wyobrażeniom.

Rozmowy Patryka Vegi z kilkoma policjantami z najmniej (bo przed Vegą raczej nikt ich nie rozsławiał) i najbardziej (bo zrobił to Vega przy pomocy filmu i serialu „Pitbull” oraz dokumentu „Prawdziwe psy”) znanych wydziałów czy sekcji w kraju, są takim zbiorem chropowatości, które dostarczają satysfakcji nie tam, gdzie się ich spodziewało. Najpierw weźmy udział Sławomira Opali w tym projekcie. To ten policjant, będący pierwowzorem bohatera „Pibulla” – Despera, znalazł się na okładce książki. To jego twarz niepiękna, a właściwie straszna przyciąga do tej lektury. Internet jeszcze przed jej premierą orzekł, że Vega zarabia na śmierci swojego informatora. Tymczasem w zbiorze wywiadów Opala nie gra pierwszych skrzypiec, tylko ostatnie. Nie wypowiada się więcej, niż inni, w jego słowach czuć największe zniechęcenie rzeczywistością, głupimi i chciwymi przełożonymi, przepisami czy biurokracją. I w konsekwencji to on po serii błędów i potknięć zakończył życie w zeszłym roku, wieszając się na kablu ładowarki, przyczepionym do klamki. Jeśli to jest dla kogoś dobrą rekomendacją do sięgania po książkę, to cóż. Po prostu jest. Dla innych może nią być raczej to, że te rozmowy były wykorzystywane przy scenariuszu „Pitbulla”, stąd wierny widz odnajdzie w wywiadzie-rzece znajome wątki i sceny. Co jest wielką wartością książki, to brak podrasowania. W życiu rzadko co kończy się anegdotycznie i tak też jest w „Złych psach”. Ta czy inna scena aż się prosi o pisarskie podkręcenie, dodanie smakowitej puenty. Ale nie i chwała Patrykowi Vedze za to.

Efekt szczerej rozmowy z grupą ukrytych pod zmienionymi nazwiskami policjantów to obraz polskiej policji sprzed kilkunastu – kilku lat, kiedy czymś normalnym było wydobywanie zeznań metodami nienadającymi się do pokazania na ekranie monitoringu, czy picie wódki na komendach i w komisariatach. Panowie opowiadają bez ubarwień o swojej pracy w pobliżu, albo bezpośrednio na barykadzie, przebiegającej między światem prawa i ładu społecznego, a światem czystego zła. Poruszają się biegle wśród prostytutek, alfonsów, dilerów, złodziei samochodów, zabójców incydentalnych i seryjnych, także rekrutujących się spośród kolegów z pracy. Patryk Vega wie, o co pytać, bo nie tylko brał udział w ich pracy jako „osoba przybrana”, czyli wolontariusz, który bierze udział w niebezpiecznych akcjach policyjnych i godzi się wziąć na siebie konsekwencje. Także dlatego, że stał się ich powiernikiem i kompanem, sam zdobywając etykietkę psa (kto bowiem pije z psem, sam się nim staje, a w przypadku Vegi – także grafomanem, wazeliniarzem, bufonem, miernym reżyserem – orzekła sieć).

Najlepsze historie pisze życie, warto kolejny raz się o tym przekonać, czytając o dzielnicowym, który po trupach szedł aby znaleźć samochód pasujący do lewego dowodu rejestracyjnego, o żonie oficera, której policjant miał przywieźć do domu choinkę, lub o ormowcu, który zmienił orientację z promęskiej na prożeńską i tego mu nie zapomniano. Mówię to ja, osoba, która specjalnie zrezygnowała z obejrzenia ostatniego odcinka „Pitbulla” po to, żeby nie mieć poczucia, że nic już mnie w tej materii nie czeka i łudzić się, że jest coś jeszcze do odkrycia.

Monika Karpowicz

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Otwarte

logotyp_otwarte

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s