„Dymny. Życie z diabłami i aniołami” – Monika Wąs

Was_Dymny_3DBohater książki jest jak kot, a imię jego Behemot.
Skąd przyszedł, wiedział tylko on.
Gdzie poszedł – o tym jest ten tom.

Z rodzinnego domu pamiętam zalegającą na nocnej szafce książkę. Na okładce był narysowany ksiądz w ornacie wylepionym z misternie drukowanej w ornamenty, akcyzowej naklejki na wódkę, czy papierosy. Pamiętam słowo „Dymny”, według mojego ówczesnego pojęcia rzeczownik w liczbie mnogiej. Jakieś dymny, może zagraniczne wyroby, może gatunek ryb. Teraz wiem, że książka, to było wydane w 1981 roku „Słońce wschodzi raz na rok i inne opowiadania” Wiesława Dymnego. Pośmiertne epitafium niespotykanej w tamtym czasie jakości, na dobrym papierze, z wyraźnymi zdjęciami. Krakowski skandalista zasługuje na nie, skoro nie doczekał lat 90. i miękkiego fotela w teatrze STU, z którego mógłby obserwować swój benefis i dać się obserwować dzięki kamerze TVP widzom w całej Polsce. To jednak za mało, zbyt dawno.

W tym roku Dymny, jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami, drugi, oprócz Piotra Skrzyneckiego, biegun tego kabaretu, enfant terrible awangardy komunistycznego czasu doczekał swojej biografii, wydanej przez krakowski Znak. To biografia wielogłosowa, suma rozmów, odbytych przez Monikę Wąs w latach 2011-14 z żoną, bratem Dymnego, jego współpracownikami z Piwnicy, przyjaciółmi bliższymi i dalszymi. Autorka napisała wcześniej magisterium z Dymnego, ale zaręcza we wstępie, że „Dymny. Życie z diabłami i aniołami” nie ma z tą pracą nic wspólnego. Czy należy jej wierzyć? Nie do końca. Ale o tym później.

Czytelnik pierwszy raz ma możliwość przestudiować żywot Wiesława Dymnego od samego zarania, czyli dzieciństwa spędzonego niedaleko Nowogródka na dzisiejszej Białorusi. Następnie iść jego tropem w kolumnie repatriantów, obserwować drogę rozdzielonej wojną rodziny Dymnych, rzucanej to tu, to tam po Polsce, w końcu osiadającej na Podkarpaciu. Następnie znaleźć się w Krakowie razem z tym początkowo nieśmiałym chłopcem ze wsi, namówionym do studiowania na Akademii Sztuk Pięknych. Ani się czytelnik spostrzeże, a wsiąknie w szalony świat najbardziej bodaj twórczego towarzystwa w PRL, którego scheda do dzisiaj, choć coraz słabiej, stanowi punkt odniesienia dla piszących, śpiewających, komponujących, grających czy malujących. Świadkowie tamtych lat i uczestnicy tamtych wydarzeń widzą je w różny sposób. Jedni idealizują swoją młodość i samego Wiesława Dymnego, inni wskazują bez ogródek, że ich zdaniem artysta od początku zanadto się spalał dla sztuki i musiał skończyć marnie.

Z każdej relacji wyłania się obraz nietuzinkowego człowieka, wręcz ponadczłowieka – od niespotykanej urody, przez inteligencję, po szczerość i prostolinijność przechodzące w agresję, gdy napotykały fałsz. Dymny był wszystkim: malarzem, rysownikiem, aktorem, kabareciarzem, pisarzem, scenarzystą, scenografem, stolarzem, krawcem, dziką żółtooką bestią, której bał się sam Skrzynecki, a obłaskawiła dopiero druga żona Anna. Wszystko to razem może się wydawać po prostu dęte, nadludzi bowiem nie ma. Jednak wystarczy poznać twórczość Dymnego choćby pobieżnie: posłuchać „Koni Apokalipsy” śpiewanych przez Ewę Demarczyk, zobaczyć jego satyryczne obrazki i obejrzeć np. „Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy” Jerzego Gruzy, w którym Dymny gra poboczną rolę a zawłaszcza kamerę, żeby zrozumieć, że to z tymi nadludźmi wcale nie jest takie pewne. Ale ponadczłowiek miewa nadludzkie słabości. W książce zapada coś w rodzaju zbiorowej diagnozy, wedle której Dymny pił, bo w tych trudnych czasach inaczej się nie dało, bo zaciążyły na jego życiu wydarzenia wojenne, o których prawie nie mówił, bo palił się żywym ogniem tworzenia, a nie da się tak na dłuższą metę, bez wspomagania. Biografka w swoim tempie zmierza do przedwczesnej, a niewyjaśnionej do końca śmierci Wiesława Dymnego w wieku 42 lat, która mogła być, choć nie musiała, zainspirowana przez cienie ze służb bezpieczeństwa.

Dziwnie się czyta tę książkę w czasie, kiedy popularne czasopisma czczą okrągłe rocznice śmierci Dymnego, jako „męża Anny Dymnej”, gdy jeszcze kilkadziesiąt lat wstecz to Anna Dziadyk-Dymna była żoną TEGO Wiesława Dymnego. Rozmówcy Moniki Wąs nie mają wątpliwości, że Anna, jaką znamy, ceniona aktorka i działaczka społeczna została stworzona przez męża, niczym Galatea przez Pigmaliona. Być może dziś najwięcej o geniuszu Dymnego mówi nie tyle jego zapomniana nieco twórczość, co te niesamowite dary bezinteresowności, udzielane przez wdowę po nim wśród najsłabszych, niepełnosprawnych.

Kluską w czytelniczym gardle może stanąć część biografii, poświęcona wojennemu i tuż po – rozdziałowi życia artysty. Wyjątki, w których autorka wyjaśnia, co się działo na Kresach Wschodnich w momencie zmian granic i okupantów jakoś dziwnie odstają od reszty sprawnej narracji. „Walka z okupantem”, „szerzył się terror”, „zdziesiątkowane szeregi” – toż to żywcem wyjęte z podręcznika lub – no, właśnie – naukowej pracy, być może magisterskiej. Na plus poczytuję całą resztę, także to, że wielu z rozmówców długo się opierało autorce, a jednak uległo jej, i że dzieło jest zaopatrzone w wykaz utworów literackich i wszelkich publikacji Dymnego, a także o Dymnym.

Z pytaniami o to, kim mógłby być porównywany do Leonarda da Vinci Wiesław Dymny, gdyby żył w innych czasach, czytelnik zostaje sam. Wiele wskazuje na to, że byłby tak samo nienasycony, tak samo angażował się w każdą dziedzinę sztuki i próbował nowych doznań, porzucając inne. Może dobrze, że oszczędzono mu takich przyjemności, jak szukanie sponsorów, pisanie projektów, czy uprawianie działań promocyjnych. Dzięki temu ciągle istnieje, zawieszony w szarym czasie komuny, daleki od szumu mediów, wartościowania na podstawie markowych szmat, czy cytatów podłapanych przez plotkarskie portale.

Monika Karpowicz

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Znak

znak_logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s