„Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” Witold Szabłowski

szablowski_sprawiedliwi-zdrajcy_3d  Ta jesień upłynie nam pod znakiem tematyki wołyńskiej. Z dwóch powodów. Jednym jest długo wyczekiwany film Wojciecha Smarzowskiego, którego recenzje budzą nadzieję na rzetelne potraktowanie tematu przez reżysera i na wielki ekranowy efekt, do którego twórca nas przyzwyczaił. Drugi powód to książka Witolda Szabłowskiego, określanego mianem jednego z najlepszych piór polskiego reportażu.

W okołopremierowych wywiadach autor mówi o tym, jak odkrył, że niewyobrażalne historie o czystkach przywożone przez jego kolegów z Rwandy, Bałkanów czy Kambodży okazały się mieć odpowiednik zaledwie kilka godzin jazdy od Warszawy,  że dotąd nikt nie pisał o nich inaczej, niż w tonie nieznośnej martyrologii i – chciałoby się dodać – posługując się kliszami. Moim źródłem wiedzy, którym podzielę się tutaj, były dotąd film dokumentalny „Było sobie miasteczko” Tadeusza Arciucha i Macieja Wojciechowskiego, „Od Stołpców po Kair” Melchiora Wańkowicza z 1969 roku oraz wywiady prasowe z bohaterem mojego dzieciństwa, kosmonautą Mirosławem Hermaszewskim, ocaleńcem z wołyńskiego ludobójstwa. Jeśli chodzi o współczesny reportaż, to właśnie za sprawą Szabłowskiego mamy milowy krok w drodze do przerobienia tej narodowej traumy.

W reporterskiej robocie Szabłowski posługuje się kilkoma porządnymi źródłami pisanymi, ale przede wszystkim bazuje na tym, w czym jest mistrzem, czyli spotkaniach z ludźmi. Uspokajam wrażliwców, że „Sprawiedliwi zdrajcy” nie drążą tematyki zabijania. To paradoksalnie optymistyczna opowieść o ludziach, którzy z różnych przyczyn: wiary, dziecięcej wrażliwości, poczucia bycia w porządku oraz innych – niosą podstawową pomoc. Pomagają ukrywać się przed oprawcami, karmią, ubierają i organizują transport. Jeśli trzeba, to kłamią, oszukują swoich pobratymców. To wszystko ze świadomością, że udzielana pomoc może sprowadzić na nich i na ich rodziny śmierć, kalectwo, albo trwające kolejne pokolenia wykluczenie przez środowisko, w którym żyją. Mimo wszystko robią to, płacąc za to różne ceny, także tę najwyższą. W książce nie mamy niemal emocji innych, jak te, które przeżywają rozmówcy autora. Szabłowski daje upust swoim odczuciom właściwie tylko raz, podsumowując stosunek naszego kraju do sprawiedliwych Ukraińców.

Patosu i martyrologii w książce nie znajdziemy, cieszy za to obiektywizm w pokazywaniu tego, co było. W efekcie historia nie pozuje na czarno-białą, nie ma tu złudzeń, że Polacy na Wołyniu byli tylko dobrzy i szlachetni. Jest wojenny chaos, zadawnione pretensje, różnice coraz bardziej nie do przekroczenia. Przeczuwam, że wizja Polaków traktujących Ukraińców z pogardą będzie dla wielu nie do przełknięcia i Szabłowski może być za te wątki „grilowany”. Jeśli kogoś pobudzi to do zainteresowania się tematyką traktowania mniejszości narodowych przez rządy II RP, to tylko dobrze.

Dla mnie, dziko zakochanej w detalach, zbliżeniach, portretach ludzi, książka jest peryskopem na tę część Ukrainy, do której pewnie nie dotrę, albo nie dotrę w takiej roli, jak autor. Dla każdego, według mnie, jest to lektura obowiązkowa. Raz, żeby nie dać się zaczadzić różnej maści szczujcom, nie pozwolić uwieść wizji mas, bez przyglądania się detalom i oddzielania dobra i zła po ziarenku. Dwa, bo w najbliższym czasie będzie się wołyński dramat na nowo, w pełni zbiorowo przeżywało i dobrze się do tego przeżycia należycie przygotować. A trzy, bo życie w wielokulturowym otoczeniu nie jest gwarancją raju. Każdy z nas ma obowiązek znać mechanizmy, które działają, gdy zasypia rozum i budzą się potwory. Choćby po to, żeby, o ile to możliwe, powstrzymać ten proces u samego siebie.

Monika Karpowicz

Za egzemplarz recenzencki książki dziękujemy Wydawnictwu „Znak”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s