Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata” w nowym przekładzie

bulhakow_mistrz-i-malgorzata_500  Nie ma rozpusty większej nad zabawę słowem. Powieść „Mistrz i Małgorzata”, którą Michaił Bułhakow pisał i zmieniał nieprzerwanie od 1932 roku do swojej śmierci w 1940, i którą poddał osobiście kilku redakcjom, w zależności od tego, co usuwała sowiecka cenzura, rodzi się jeszcze raz. Tym razem dla polskiego czytelnika, który może i powinien znać dwa dotychczasowe przekłady powieści: Ireny Lewandowskiej i Witolda Dąbrowskiego, albo Andrzeja Drawicza. Po raz trzeci powieść przełożyli Grzegorz Przebinda z żoną Leokadią i synem Igorem. Wydał ją krakowski Znak, i to w dwóch wersjach, z rasową Margaritą z lat 30. na okładce, oraz w szacie graficznej serii 50/50 (50 książek na 50-lecie Znaku).

  Po co ktoś tłumaczy jeszcze raz literacką klasykę wielokrotnie tłumaczoną? Hołubioną, kultową, skupiającą liczne grono fanów? – Dla unowocześnienia – myślałam. Na to właśnie się nastawiałam i pierwsze oznaki pojawiły się już w pierwszej scenie na Patriarszych Prudach, gdzie Biezdomnyj siedzi, według Lewandowskiej i Dąbrowskiego, mając na nogach letnie płócienne pantofle, a według Przebindów – tenisówki! Co nagle to po diable, bo okazało się, że pospieszyłam się z diagnozą. Więcej nowomodnych niespodzianek nie było, nowa wersja jest pisana językiem równie eleganckim, z równie dużą swadą. Jest też rezerwuarem zwrotów, które można uznać za archaiczne. Uspokajam więc tych, którzy mogliby się przestraszyć, że w Moskwie lat 30. tłumacze umieścili perypetie jakichś raperów (yo! man) i kota w spodniach z obniżonym krokiem. Nic z tych rzeczy. Utwór zyskał na wartkości z wielu względów, m. in. dlatego, że w nowej wersji łacińskie zwroty z rękopisu powieści bohatera o Piłacie zostały przetłumaczone, a wątki miłości pary głównych bohaterów, nie wiedzieć czemu wcześniej dość kanciaste, zostały wygładzone.

   W pewnym momencie uznałam, że porównywanie każdego zdania powieści z drugim, starszym – domowym egzemplarzem nie ma sensu. Tym bardziej, że druga ręka była mi potrzebna do zaznaczania odpowiedniego miejsca w dodatku z przypisami. Tak, bo rodzina Przybindów opatrzyła powieść bogatymi przypisami, z których wyłania się druga, nieznana a fascynująca twarz „Mistrza i Małgorzaty”. Autor nie tylko nawiązywał na każdym kroku do wielu dzieł literackich, ale też czerpał pełnymi garściami ze swego życia – nie tylko z żoną Jeleną, na której postaci wzorowana jest Margarita, także z poprzednimi żonami. Z życia w kolejnych mieszkaniach i domach, miastach, oraz z licznych znajomości, które cenił i tych, które nie wyszły mu na dobre.

  Czytanie symultaniczne powieści i przypisów jest czymś doskonałym, a sama powieść stała się znacznie bardziej lekka i toczy się wręcz brawurowo. Dla mnie wartością dodaną tej znakowej publikacji jest fakt, że dzięki niej mam już przygotowaną listę lektur, bazującą na wokółbułhakowowskiej bibliografii, podanej przez tłumaczy.

Monika Karpowicz

Za egzemplarz recenzyjny i udostępnienie recenzji na oficjalnym FB dziękujemy Wydawnictwu Znak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s